Są słuchowiska, które nie potrzebują rozbudowanej obsady, skomplikowanej intrygi ani wielu zmian miejsca akcji, aby od pierwszych minut przyciągnąć uwagę słuchacza. Wystarczą dwaj aktorzy, dobrze napisany dialog i sytuacja, w której każde kolejne zdanie odsłania coś więcej niż wynika z jego dosłownego znaczenia. Do takich realizacji należy „Goryl czyli ostatnie zadanie” Andrzeja Mularczyka, słuchowisko z 1981 roku w reżyserii Henryka Rozena. Polskie Radio udostępniło je ponownie 18 czerwca 2026 roku.
Nagranie trwa 42 minuty i 59 sekund. W obsadzie znalazło się zaledwie dwóch aktorów: Roman Wilhelmi jako Boleś, ochroniarz, oraz Mariusz Dmochowski jako Szef. Tak ograniczony skład nie jest jednak słabością przedstawienia, lecz jednym z jego najważniejszych atutów. Cała historia zostaje oparta na spotkaniu dwóch mężczyzn, ich wzajemnej zależności, niedopowiedzeniach oraz stopniowo narastającym napięciu. To właśnie głosy Wilhelmiego i Dmochowskiego tworzą właściwą przestrzeń dramatu.
Goryl nie tylko od pilnowania
Już sam tytuł może początkowo wprowadzać słuchacza w błąd. „Goryl” kojarzy się przecież przede wszystkim z ochroniarzem – człowiekiem mającym zapewnić bezpieczeństwo komuś ważniejszemu, silniejszemu ekonomicznie lub posiadającemu władzę. Boleś rzeczywiście pełni taką funkcję. Jest człowiekiem Szefa, wykonawcą powierzonych mu zadań i kimś przyzwyczajonym do określonego układu zależności. Tyle że u Mularczyka relacja między ochroniarzem i jego pracodawcą szybko okazuje się znacznie bardziej skomplikowana.
Nie jest to opowieść o efektownych pościgach, bójkach czy strzelaninach. Słuchowisko wykorzystuje raczej mechanizm psychologicznego starcia. Bohaterowie rozmawiają, ale nie jest to zwykła wymiana informacji. Każda wypowiedź może być próbą sprawdzenia przeciwnika, przypomnieniem dawnych zobowiązań, wyrazem podporządkowania albo przeciwnie – sygnałem, że dotychczasowy układ właśnie zaczyna się rozpadać.
Boleś znajduje się w szczególnej sytuacji. Przez lata jego wartość była związana z użytecznością. Miał chronić, wykonywać polecenia i być lojalny. Człowiek wykonujący taki zawód przyzwyczaja się do tego, że jego znaczenie wynika z zaufania Szefa. Problem pojawia się w momencie, kiedy zaufanie przestaje być oczywiste, a kolejne zadanie może okazać się naprawdę ostatnim.
Mularczyk bardzo dobrze wykorzystuje ten motyw. Zależność pomiędzy ludźmi nie jest tutaj czymś trwałym. Istnieje tylko tak długo, jak długo obie strony uważają ją za korzystną. Kiedy jedna z nich dochodzi do wniosku, że druga nie jest już potrzebna, wieloletnia współpraca, wspólna przeszłość czy deklarowana lojalność mogą stracić znaczenie.
Roman Wilhelmi jako Boleś
Najbardziej wyrazistą postacią słuchowiska jest Boleś w interpretacji Romana Wilhelmiego. Aktor tworzy bohatera, którego nie można sprowadzić do stereotypu bezmyślnego osiłka. Samo określenie „goryl” sugerowałoby człowieka przede wszystkim silnego fizycznie, przeznaczonego do wykonywania poleceń i niewymagającego większej inteligencji. Wilhelmi bardzo szybko rozbija taki obraz.
Jego Boleś słucha, obserwuje, wyciąga wnioski. Może nie posiadać formalnej władzy Szefa, ale dobrze zna świat, w którym przez lata funkcjonował. Rozumie jego reguły i wie, że za uprzejmymi słowami może ukrywać się groźba. Zdaje sobie również sprawę z tego, że w takim środowisku sentymenty mają ograniczoną wartość.
Wilhelmi znakomicie wykorzystuje możliwości teatru radiowego. Nie potrzebuje gestów ani mimiki. Napięcie buduje głosem, tempem wypowiedzi, krótkimi zawahaniami, ironią oraz zmianami tonu. Boleś potrafi być pozornie spokojny, lecz pod powierzchnią tego spokoju wyczuwa się czujność człowieka, który przez całe zawodowe życie musiał być przygotowany na niebezpieczeństwo.
W tej kreacji jest także coś więcej niż zawodowa podejrzliwość. Boleś stopniowo zaczyna jawić się jako człowiek dokonujący bilansu własnego życia. Pojawia się pytanie o cenę wieloletniej służby, o znaczenie lojalności oraz o to, co pozostaje człowiekowi, który przez lata funkcjonował przede wszystkim jako narzędzie w rękach kogoś innego.
Mariusz Dmochowski – szef, który nie musi podnosić głosu
Dla roli Wilhelmiego znakomitą przeciwwagę tworzy Mariusz Dmochowski. Jego Szef reprezentuje zupełnie inny rodzaj siły. Boleś ma ciało, doświadczenie i sprawność człowieka przyzwyczajonego do bezpośredniego działania. Szef posiada władzę wynikającą z pozycji. Nie musi sam podejmować ryzyka, skoro może wydawać polecenia innym.
Dmochowski nie próbuje tworzyć bohatera demonstracyjnie groźnego. Znacznie ciekawsza jest groźba ukryta za spokojem i pewnością siebie. Człowiek naprawdę przyzwyczajony do wydawania rozkazów nie musi bez przerwy przypominać otoczeniu o swojej pozycji. Właśnie dlatego rozmowa Szefa z Bolkiem nabiera szczególnego charakteru. Pod pozorem zwyczajności odbywa się gra o dominację.
Obaj aktorzy reprezentują odmienne temperamenty, lecz świetnie się uzupełniają. Słuchacz szybko zaczyna koncentrować się na najdrobniejszych zmianach w sposobie prowadzenia rozmowy. Ważne staje się nie tylko to, co bohaterowie mówią, lecz również to, czego nie chcą powiedzieć wprost.
W teatrze radiowym taka konstrukcja ma ogromne znaczenie. Kamera filmowa mogłaby pokazać spojrzenie, ruch ręki czy zmianę wyrazu twarzy. Tutaj wszystko musi zostać zasugerowane dźwiękiem. Wilhelmi i Dmochowski potrafią sprawić, że słuchacz niemal widzi obu mężczyzn znajdujących się naprzeciwko siebie.
Rozmowa jako pojedynek
„Goryl czyli ostatnie zadanie” można potraktować jako kameralny dramat psychologiczny, ale ma on również wiele cech historii kryminalnej. Ważne jest poczucie zagrożenia i niepewność dotycząca prawdziwych zamiarów bohaterów. Słuchacz nie otrzymuje wszystkiego od razu. Informacje pojawiają się stopniowo, a wcześniejsze wypowiedzi wraz z rozwojem wydarzeń zaczynają nabierać nowego znaczenia.
Najciekawsza pozostaje jednak sama relacja między Bolkiem i Szefem. To relacja oparta na hierarchii, ale jednocześnie na paradoksalnej bliskości. Ochroniarz z konieczności znajduje się bardzo blisko osoby, którą chroni. Zna jej zwyczaje, słabości, zachowania, zapewne również sekrety. Taki pracownik jest potrzebny właśnie dlatego, że można mu ufać. Z czasem jednak ta sama wiedza może uczynić go niebezpiecznym.
Powstaje więc sytuacja przypominająca klasyczny konflikt pomiędzy władcą i jego najbardziej zaufanym wykonawcą. Im więcej wykonawca zrobił dla swojego przełożonego, tym więcej wie. Im więcej wie, tym trudniej traktować go wyłącznie jako zwykłego podwładnego.
W tym sensie ostatnie zadanie z tytułu nabiera dodatkowego znaczenia. Nie musi oznaczać jedynie kolejnego polecenia zawodowego. Może być granicą pewnego etapu życia, momentem rozliczenia oraz próbą odpowiedzi na pytanie, czy człowiek przez lata podporządkowany cudzej woli jest jeszcze zdolny działać we własnym interesie.
Świat oparty na lojalności
Andrzej Mularczyk tworzy opowieść o środowisku, w którym bardzo często padają słowa związane z obowiązkiem, zaufaniem i lojalnością, choć właśnie te wartości okazują się najbardziej kruche. Lojalność może mieć bowiem różne znaczenia zależnie od tego, kto się na nią powołuje.
Dla podwładnego oznacza wierność Szefowi. Dla Szefa bywa natomiast wymaganiem stawianym podwładnemu, które niekoniecznie wiąże się z identycznym zobowiązaniem w przeciwną stronę. Powstaje asymetria. Jeden człowiek ma obowiązek być wierny, drugi zachowuje prawo decydowania, jak długo ta wierność pozostaje mu potrzebna.
Ten mechanizm sprawia, że słuchowisko nie zestarzało się wraz z realiami, w których powstało. Konkretna sytuacja może należeć do świata przestępczego czy półświatka, lecz sam problem jest znacznie szerszy. Dotyczy każdej relacji opartej na nierównowadze sił.
Co dzieje się z człowiekiem, który przez wiele lat podporządkowuje swoje życie komuś innemu? Czy za lojalność można oczekiwać wzajemności? Czy człowiek traktowany jako narzędzie ma prawo któregoś dnia odmówić wykonania polecenia? I wreszcie – czy wieloletnia służba daje bezpieczeństwo, czy przeciwnie, może stać się zagrożeniem?
Mularczyk nie zamienia tych pytań w filozoficzny wykład. Wynikają one z sytuacji bohaterów i prowadzonej przez nich rozmowy. Dzięki temu słuchowisko zachowuje napięcie, a jednocześnie daje możliwość szerszej interpretacji.
Henryk Rozen i siła radiowej kameralności
Reżyser Henryk Rozen nie próbuje sztucznie poszerzać świata przedstawionego. Najważniejsi są aktorzy oraz tekst. Takie podejście okazuje się bardzo skuteczne, ponieważ historia opiera się przede wszystkim na napięciu między bohaterami.
Za reżyserię dźwięku odpowiadał Jerzy Jeżewski, natomiast opracowanie muzyczne przygotował Marian Szałkowski. Warstwa dźwiękowa pozostaje podporządkowana dramatowi i nie konkuruje z dialogiem. W przypadku słuchowiska zbudowanego na starciu dwóch wyrazistych osobowości aktorskich jest to szczególnie ważne. Zbyt rozbudowana oprawa mogłaby osłabić kameralność przedstawienia.
Realizacja przypomina, że teatr radiowy potrafi osiągać niezwykłą intensywność przy bardzo oszczędnych środkach. Dwóch ludzi rozmawia – a słuchacz stopniowo zaczyna oczekiwać momentu, w którym równowaga między nimi zostanie zachwiana. Nie trzeba oglądać broni czy obserwować nerwowych gestów. Wyobraźnia sama uzupełnia to, czego radio celowo nie pokazuje.
Słuchowisko, którego warto słuchać dla aktorów
„Goryl czyli ostatnie zadanie” jest także znakomitą okazją do przypomnienia dwóch wielkich aktorskich osobowości polskiego teatru i kina. Roman Wilhelmi i Mariusz Dmochowski należeli do aktorów, których głosy są natychmiast rozpoznawalne, lecz w tym przypadku rozpoznawalność nie przeszkadza w wejściu w role.
Wilhelmi wnosi nerwowość, nieprzewidywalność i emocjonalną intensywność. Dmochowski odpowiada spokojem, ciężarem głosu i naturalnym autorytetem. Zderzenie tych dwóch sposobów grania staje się właściwym centrum przedstawienia.
Warto zwrócić uwagę, jak wiele aktorzy potrafią przekazać samym sposobem wypowiadania prostych zdań. W dialogu prowadzonym przez bohaterów treść nie zawsze jest najważniejsza. Istotny bywa ton, pauza, chwila milczenia czy nagła zmiana rytmu. Słowa mogą oznaczać coś zupełnie innego niż sugerowałoby ich literalne brzmienie.
To właśnie jedna z największych przyjemności płynących ze słuchania starszych realizacji radiowych. Pokazują one aktorstwo pozbawione wsparcia obrazu, a przez to wymagające niezwykłej precyzji.
Ostatnie zadanie i ostatni rachunek
Po ponad czterdziestu latach od powstania „Goryl czyli ostatnie zadanie” nadal działa jako zwarta, konsekwentnie rozwijana historia. Nie potrzebuje współczesnych efektów ani rozbudowanej realizacji przestrzennej. Jej siłą pozostaje konflikt dwóch ludzi, którzy bardzo dobrze się znają, a mimo tego – albo właśnie dlatego – nie mogą być pewni swoich zamiarów.
Jest w tym słuchowisku kryminał, dramat psychologiczny i opowieść o mechanizmach władzy. Jest również historia człowieka, który musi zastanowić się nad tym, ile naprawdę znaczyła jego wieloletnia lojalność. Tytułowe „ostatnie zadanie” staje się więc czymś więcej niż elementem fabuły. To moment, w którym przychodzi czas na rachunek za wszystkie wcześniejsze decyzje.
Realizacja Henryka Rozena pokazuje zarazem, jak niewiele potrzeba, by stworzyć dobry teatr radiowy. Tekst Andrzeja Mularczyka, dwa znakomite głosy oraz precyzyjnie budowane napięcie wystarczają, żeby przez ponad czterdzieści minut utrzymać słuchacza w świecie bohaterów.
Dla miłośników klasycznych słuchowisk Polskiego Radia szczególnym magnesem będzie oczywiście spotkanie Romana Wilhelmiego i Mariusza Dmochowskiego. Nie jest to jednak tylko archiwalna ciekawostka pozwalająca posłuchać dwóch znakomitych aktorów. „Goryl czyli ostatnie zadanie” pozostaje samodzielnym, dobrze skonstruowanym dramatem o lojalności, zależności, władzy i chwili, w której człowiek zaczyna podejrzewać, że dla swojego przełożonego przestał być partnerem czy zaufanym współpracownikiem, a stał się problemem.
„Goryl czyli ostatnie zadanie”
Autor: Andrzej Mularczyk
Reżyseria: Henryk Rozen
Reżyseria dźwięku: Jerzy Jeżewski
Opracowanie muzyczne: Marian Szałkowski
Rok realizacji: 1981
Czas: 42:59
Obsada:
Roman Wilhelmi – Boleś, ochroniarz;
Mariusz Dmochowski – Szef